Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział XII - Może go wreszcie zostawisz?

Jeśli chcesz być powiadamiany o nowych notkach, wpisz się do listy meilingowej!!!

Rozdział XII - Może go wreszcie zostawisz?



Nie podoba mi się ta notka.
Ale mam nadzieję, że nie jest jednak tak źle...


***

Pierwszy raz od wielu, wielu, wielu dni kotołak zjadł porządną prawdziwą kolację. Uśmiech nie schodził mu z twarzy, nawet kiedy napotkał krzywe spojrzenie swojego pana. Napełniony żołądek wprawił go w nieopisaną wręcz radość. Co chwila głaskał Star po głowie i żartował z Vernem. Dannyl pozostał zimno milczący. Nie uszło to uwadze rudowłosemu. Kiedy wstawali, wbił wzrok w swojego przyjaciela i uśmiechnął się kpiąco. Mag przechwycił jego spojrzenie i skrzywił się.
- Co znowu? – warknął, automatycznie chwytając Lena za nadgarstek. Blondyn prychnął pod nosem, usiłując wyrwać się ze zbyt mocnego uścisku. Arystokrata nie miał jednak zamiaru go puszczać.
- Może go wreszcie zostawisz? – spytał Vern. – Nie widzisz że zaraz urwiesz mu rękę?
- Nie twoja sprawa – rzucił ciemnowłosy, jednak spojrzał w dół i po chwili zastanowienia, ujął dłoń blondyna, patrząc na niego z pytaniem w oczach. Kotołak odpowiedział kiwnięciem głowy i ciepłym uśmiechem.
-To czemu się tak gapiłeś?
- Bo zastanawiałem się, czy poza kpiną i ironią umiesz jeszcze coś powiedzieć.
- Co to ma niby znaczyć? – chłopak najeżył się.
- Milczałeś na kolacji.
- Może nie miałem nic do powiedzenia?
- Czyli miałem rację – prychnął rudzielec i zaśmiał się perliście. Len nie mógł wytrzymać i również się roześmiał. Star nawet nie udawała, że się hamuje. Turlała się na ramieniu kotołaka i trzymała za brzuch. Z jej malutkich oczu płynęły łzy rozbawienia.
- Przestańcie, do cholery – warknął Dannyl, potrząsając ręką blondyna. Chłopak kaszlnął, zatrzymując kolejną falę śmiechu i z trudem spoważniał. Vern spojrzał na niego.
- Jak ty wytrzymujesz z tym gburem? – spytał wreszcie. – Nic nie mówi, a jeśli już, to tylko warczy. Jak pies normalnie. I jeszcze szarpie cię niczym szmaciana lalkę!
- Wiesz… Ty też jakoś z nim wytrzymujesz – mruknął jasnowłosy, szczerząc się. Uchylił się przed uderzeniem ze strony swojego pana i złapał, wróżkę, która nieprzygotowana na taki zwrot akcji, spadła z jego ramienia. Jego humor błyskawicznie się ulotnił, kiedy poczuł nagłe zimno. Posadził sobie Star na głowie i zaczął się rozglądać nerwowo. Natrafił wzrokiem na jasne blond włosy i okrutny, złośliwy uśmieszek. Stanął jak wryty, zmuszając do tego samego Dannyla i zapatrzył się w lodowate oczy. Nawet nie był pewien ich koloru. Widział tylko chłód. Czuł dreszcze, przechodzące po całym jego ciele i chciał uciec. Uciec daleko stąd, gdzieś, gdzie nie byłoby tego strasznego zimna i strachu. Przełknął ślinę, zapominając o swoim położeniu. Widział tylko blondyna, wychodzące zza rogu i jego twarz. Przystojną, zimną twarz. Wyglądała jak wyrzeźbiona w marmurze. Nieprzyzwoicie idealna i niepokojąca. Kiedy blade usta chłopaka otworzyły się, nie wydobył się z nich żaden dźwięk. „Obiecuję” powiedział bezgłośnie i wyszczerzył się w przerażającym uśmiechu. Kotołak przypomniał sobie ostatnio „wypowiedziane” przez niego słowa. „Dopadnę cię”. Blondyn musiał dostrzec zrozumienie w jego oczach i kiwnął głową. Tak, o to mu chodziło. Zaśmiał się, nie wydając przy tym ani jednego dźwięku. Len poczuł falę jeszcze większego chłodu i zakręciło mu się w głowie. Obraz przed oczami zaczął mu się rozmazywać, a nogi straciły nagle połączenie z resztą jego ciała. Kompletnie ich nie czuł. Wiedział tylko, że chyba już nie stoi. Zanim upadł na kamienną podłogę Akademii, usłyszał jakieś głosy i zobaczył tą przerażającą twarz tuż nad sobą. Jakby mag miał go właśnie pożreć.

Strach. Strach ogarniający każdą komórkę jego ciała. Strach tak wielki, że odebrał mu głos, mimo że krzyczał. Krzyczał z całych sił, niemal wypluwając płuca. Krzyczał słowa, których sam nie rozumiał przez dobre kilka minut. Krzyczał, nie wydając z siebie nawet szeptu, jednak głośniej niż ktokolwiek kiedykolwiek na świecie.
Ciemność. Ciemność oplotła go swoimi ramionami i nie chciała wypuścić. Trzymała go tak mocno, jakby zrosła się z nim. Pogłębiała przerażenie. Karmiła je sobą. I na odwrót.
- Nie! Nie! Chcę widzieć, chcę widzieć! – krzyczał bez tchu Len, szamocząc się czymś miękkim. Głos wreszcie wydobywał się z jego ust, jednak czerń sprzed oczu nie chciała odejść. Chłopak szarpnął się na bok i uderzył w coś głową. To była chyba ściana. Jednak on tego nie wiedział. Poczuł nagły ból i zimno na skórze, co spowodowało jeszcze większy strach. Dopadł go! Ten okropny blondyn dopadł go! Trzymał go za głowę i miażdżył ją w bezlitosnym uścisku. Zabijał go!
- Nie! Chcę widzieć! Chcę widzieć! – wysapał, czując coś mokrego na policzkach. Dlaczego to coś płynęło? Czemu szczypała go skóra? A potem do jego czułych uszu dotarł jakiś dźwięk.
- Len! Len, otwórz oczy! Otwórz oczy, do jasnej, kurwa, cholery! Otwórz je!
- Dannyl, przestań się drzeć. – To był inny głos. Kto to? Potwory? Wspólnicy blondyna? Nie! Niech go zostawią! Niech odejdą!
- Zamknij dupę, Vern! – Coś mu to przypominało. Tylko co? Kolejna fala ciemności. Jeszcze bardziej czarna i zimna niż wcześniej. Jezu! On się zbliża! On sam!
- Zbliża się! Idzie tu! Odejdź! Odejdź! Nie chcę! Zostaw mnie! Gdzie światło?!
- Otwórz te pieprzone gały, szczurze! – Jasność. Nagła, oślepiająca jasność. I czyjeś chłodne dłonie na jego ramionach. Chłodne, ale nie zimne. Kotołak zamrugał kilkakrotnie. Dyszał, niczym maratończyk po przebiegnięciu ostatnich kilometrów. Z jego czoła spływał pot. Drżał na całym ciele, a powracająca świadomość powoli tłumaczyła mu, gdzie jest i co się dzieje. Ktoś stał nad nim i przypatrywał mu się z przerażeniem. Czarne włosy opadały mu na twarz, a zielone oczy lśniły. Kto to?
- Cholerny kotołak! – krzyknęły posiniałe usta tego kogoś, a jego głowa opadła na klatkę piersiową Lena. Zamknął na sekundę oczy, ale ciemność tak go przeraziła, że znów je otworzył. Wreszcie dotarło do niego, gdzie się znajduje.
- Dannyl? – wychrypiał niepewnie i uniósł ręce. Pogładził hebanowe włosy i zakaszlał.
- Nie zgniataj go – powiedział Vern, stojący obok. Nad jego głową latała wróżka, płacząc i piszcząc cicho. Spocony i roztrzęsiony kotołak leżał na łóżku swojego pana, a ciemnowłosy nachylał się nad nim. Sam ledwo powstrzymywał się od drżenia.
- Nie rozkazuj mi – warknął w stronę przyjaciela i usiadł. Zacisnął dłonie w pięści i wziął kilka głębokich oddechów. Spojrzał na swojego sługę, który nawet nie opuścił rąk. Dannyl zamknął oczy i ujął dłonie Lena w swoje własne.
- Czy… Czy wiesz gdzie jesteś? – spytał powoli. Blondyn kiwnął głową.
- Czy wiesz kim ja jestem? – Kolejne kiwnięcie. Na ten gest czarnowłosy uniósł kotołaka i przycisnął do siebie. Drżący Len przytulił się do swojego pana i objął go kurczowo ramionami. Nadal nie mógł się uspokoić. Chłodne, cudownie kojące dłonie arystokraty gładziły jego plecy, a zwykle przepełniony ironią głos szeptał łagodnie jakieś niezrozumiałe, ale krzepiące słowa.
- Co… Co się stało? – wyszeptał kotołak. Vern podał mu szklankę wody. Wypełnioną jedynie do połowy, żeby nie rozlał.
- Warui *.
- Kto?
- To ten blondyn, który na ciebie poluje. – Jego głos był spokojny i opanowany. – Aż dziwne, jak dostosował się do imienia.
- To imię dostosowało się do niego – wyszeptał Dannyl, ściskając Lena. Vern przyglądał mu się przez dłuższą chwilę, poczym skinął głową. Spojrzał na zegarek.
- Jest już późno. Zostawię was.
- Idź.
- Dannyl…
- Co?
- Choć dziś nie bądź sobą i zajmij się nim.
Nie czekał na odpowiedź. Dobrze wiedział, że jej nie otrzyma. Wyszedł z lekkim uśmiechem na ustach i Star na ramieniu. Kotołak jęknął głośno i opadł na poduszkę.

Dannyl siedział na łóżku i gapił się w przestrzeń. Usiłował wreszcie zrobić coś pożytecznego, co mogłoby pomóc Lenowi. Nie wiedział jednak, jak zrobić to w ten sposób, żeby nie stracić swojej opinii. Spojrzał na blondyna, który leżał z otwartymi oczyma i mruczał coś pod nosem.
- Jak się czujesz? – spytał czarnowłosy. W dupie z opinią.
- Źle – odpowiedział krótko Len.
- Uhm… - Arystokrata ściągnął z włosów gumkę i odłożył ją na bok. Przetarł zmęczone oczy i westchnął.
- Jeżeli chcesz być użyteczny, to po prostu nie odchodź nigdzie – wyszeptał kotołak, nie patrząc na swojego pana. Czarnowłosy zazgrzytał zębami.
- Jesteś cholernie bezczelny, jak na osobę umierającą ze strachu – warknął.
- A ty strasznie wredny, jak na kogoś kto rzucił się by mnie objąć, kiedy tylko otworzyłem oczy.
- Ja…
- Zamknij się. Oboje dobrze wiemy, że to zrobiłeś. – Kotołak przewrócił się na lewy bok i sapnął lekko. Wbił spojrzenie w jasne dłonie swojego pana, spoczywające na łóżku. – Cieszę się.
- Mhm – mruknął Dannyl, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć. Odwrócił się w stronę Lena i uśmiechnął kpiąco. – Znowu wyglądasz okropnie. Chyba jeszcze gorzej niż ostatnio.
- Prawisz najmilsze komplementy na świecie, mój panie – prychnął Len.
- Staram się.
- Wiem. Możesz mi powiedzieć coś więcej o tym blondynie?
- Nie bardzo. Powinieneś się umyć. – Wstał i podniósł swego sługę. Powoli doszedł do łazienki i wsadził chłopaka do wanny. Nie zważając na protesty, umył go szybko. Potem wyciągnął ze swojej szafy długą zieloną koszulę i ubrał w nią jasnowłosego. Szybkim czarem wyczyścił pościel i położył kotołaka na łóżku. Powoli się przebrał i zgasił światło. Usłyszał stłumiony jęk kotołaka.
- Nie bój się –mruknął i wszedł pod kołdrę, obok Lena. Przysunął go do siebie i pogładził po głowie. Po chwili blondyn wtulił się w niego, drżąc lekko. Przed oczami stanęła mu marmurowa twarz tajemniczego chłopaka. Nie mógł powstrzymać iskierek strachu, które zagościły w jego sercu. Przełknął ślinę, starając się opanować.
- Opowiedz mi coś – powiedział wreszcie, nie panując nad sobą.
- Co? – spytał zszokowany mag.
- Opowiedz mi coś. Cokolwiek. Chcę słyszeć twój głos.
- Nie mam nic do roboty, tylko…
- Proszę.
Dannyl zesztywniał pod wpływem tej prośby.
- Nie znam żadnych szczęśliwych historii ani nic w tym stylu. Mogę ci jedynie streścić własne życie, jeśli chcesz. Ale nie będzie to nic ciekawego ani wesołego.
- Mów – szepnął Len, wciskając nos w zagłębienie szyi czarnowłosego. Jego drobne ręce odnalazły nieposłuszne kosmyki hebanowych włosów i zaczęły się nimi bawić.


*Wariu - zły


***

Pokornie proszę o komnentarze

karmelowa 9/03/2009 16:35:37 [Powrót] Komentuj



Bardzo ciekawe opowiadanie. Będzie kontynuacja?
VetChan 21/02/2010 23:48:17
| brak www IP: 88.156.25.57

karmelku napisz coś pliose:) usycham z tęsknoty
Ryuuku 19/03/2009 16:01:02
| brak www IP: 83.25.66.181

Chyba Lenowi się nic nie stanie?! Prawda??!! *łzy w oczach*, jeśli tak to umrę. Nie może być skrzywdzony !!! Nawet nie pozwolę *przytula kotołaka* Nie oddam go dla tego blondyna!!! Nawet o tym nie myśl. xD Nocia superrrr. Czekam na next z niecierpliwością i zapraszam do mnie. Jest opowiadanie :)
Aya 17/03/2009 20:15:17
| brak www IP: 83.9.55.248

Tak, Alicja jest postacią jak najbardziej tutaj negatywną.
Dziękuje za odwiedziny i zapraszam serdecznie do dalszej lektury; nowy rozdział dodam już za moment.
Heidi. 16/03/2009 22:29:39
| brak www IP: 89.79.38.136

Powiem tylko jedno:
Jak zwykle cudownie
Busia 16/03/2009 14:50:48
| http://srebrne-krolestwo.blog4u.pl IP: zalogowany

dawno mnie tu nie było xD
wybacz, ale to dlatego, że ostatnio nie miałam na nic czasu i twój blog nie był wyjątkiem jeśli chodzi o brak moich komentarzy. Ale czytałam wszystko na bieżąco i wszystkim się zachwycałam.
Bardzo mnie cieszy zmiana jaka nastąpiła w Dannylu. Nie jest co prawda różowo i cukierkowo, ale rozczarowałabym się gdyby było.
W zamian za to pojawiają się kolejne problemy (czytaj:Warui)i historia toczy się dalej swoim szalenie interesującym torem. Pisz kolejną notkę, bo już nie mogę się doczekać! ;)
Sylver 13/03/2009 19:02:14
| brak www IP: 89.74.47.124

Z notki na notkę coraz trudniej było mi się oderwać od opowiadania. Wciągneło na amen poprostu:)
Pierwsze opowiadanie jak dla mnie za szybko się skończyło, choć z moim ukochanym happy endem:) Brakowało mi "czegoś" na koniec.
Za to drugie...no no, Len i Danny to mieszanka wybuchowa poprostu:)Spodobała mi się stopniowa zmiana jaka nastąpiła u obu bohaterów. Nie spojrzeli na siebie inaczej z dnia na dzień a po otwarciu się jeden przezn drugiego i pewnych wydarzeniach.
Uwielbiam cięty język i ironię kotołaka jak i chłód bijący z maga ( może dlatego, że mnie nie dosięga:) ). I z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
Romeo 12/03/2009 23:27:07
| brak www IP: 87.96.121.107

Przepraszam ze tak późno komentuje ale nie miałam wcześniej czasu...szkoła dobija ;/
Ale juz przeczytałam i muszę stwierdzic że suuuperancka nocia. Tylko szkoda mi Lena bo ten blondyn go tak baaaardzo straszy. Niby powinnam być bardziej za Wariem(tak to sie odmienia?)bo ubóstwiam blondynów, prywatniei wogóle też. I ten w szczególności mi sie podoba bo... bo...no nie wiem jak to powiedzieć. Aler podoba mi sie i nie podoba. Poprostu...bardziej zżyłam sie z Lenem i Dannlym i dlatego jego osoba mi zdeczka przeszkadza, ale zawsze musi być ktoś "zły" zeby opko było ciekawsze^^
No i ogólnie fajnie^^
To na tyle, na twoim drugim blogasku też niedługo skomciam i przezytam, niedługo- ale napewno.
Pozdrawiam:*:)
Ninika 12/03/2009 15:23:50
| brak www IP: 83.10.220.191

Rozdział hm... podobał mi się, jak zawsze, ale jakoś po nim mam mieszane uczucia.
Pierwsza rzecz, która na pewien dziwny sposób gryzie mnie od środka to imię blondyna. Wariu - zły. Po pierwsze spodziewałam się czegoś, co wzbudziłoby trochę emocji, ale także nadało tej postaci jeszcze większy cień grozy. Mimo wszystko Wariu nie jest aż taak okropnym imieniem (!) - mam nadzieję, że go nie zmienisz ze względu na mój komentarz ;)
Teraz ogół. Co raz bardziej irytuje mnie fakt, iż Dannyl mięknie! Cholera, wolałam go takie zgorzkniałego i chłodnego! Wiem, wiem przecież nie może być do końca przesiąknięty złem, ale byłoby wówczas tak nietypowo, że aż fajnie xD Mimo wszystko jest bardzo dobrze. W końcu jakiś zwrot akcji, który wprowadza element "stresu". Blondyn back! Może mały pojedynek między Dannylem, a Wariu w kolejny rozdziale? Ja tutaj nic nie sugeruję, ale no... byłoby nawet ciekawie!
Dzisiaj nie jestem wstanie wskrzesić z siebie więcej niż tyle ile napisałam. Ostatnio jakoś komentowanie mi nie wychodzi xD Mam nadzieję, że nie spodziewałaś się czegoś wielkiego po nim. Czekam na nowy i w duchu modlę się, żeby pojawił się dosyć szybko. Pozdrawiam ^^
Monia 11/03/2009 21:25:55
| http://byc-wolnym.blog4u.pl IP: zalogowany

http://yaoi-imagination.blog.pl/

Sasi i Inu zapraszają!
Wielki porwót YI ^^
Powiedz swojej yaoi koleżance o imagination
Inu & Sasi 11/03/2009 18:57:17
| brak www IP: 83.24.13.165


Podstrona: *1* / 2



***
Szablon wykonany tylko i wyłšcznie dla tego bloga.

Gdzie jeszcze można mnie znaleźć

Hermiona & Draco.
Diferente Mundio.
Misteria - czyli ja.

Spis treści

Sułtan i Złodziej
Rozdział pierwszy.
Rozdział drugi.
Rozdział trzeci.
Rozdział czwarty.
Rozdział piąty.


Nowy
Opis
Rozdział pierwszy
Rozdział drugi
Rozdział trzeci
Rozdział czwarty
Rozdział piąty
Rozdział szósty
the end

Pan i Sługa
Opis
Rozdział pierwszy
Rozdział drugi
Rozdział trzeci
Rozdział czwarty
Rozdział piąty
Rozdział szósty
Rozdział siódmy
Rozdział ósmy
Rozdział dziewiąty
Rozdział dziesiąty
Rozdział jedenasty
Rozdział dwunasty
Rozdział trzynasty
the end

Coś jest między nami
Opis
Rozdział pierwszy
Rozdział drugi
Rozdział trzeci
Rozdział czwarty
Rozdział piąty
Rozdział szósty
Rozdział siódmy
Rozdział ósmy
Rozdział dziewiąty
Rozdział dziesiąty
Rozdział jedenasty
Rozdział dwunasty
Rozdział trzynasty
Rozdział czternasty.
the end

One-shoty
Basenowa przygoda.
Walentynki Naruto.
Harry Potter i jego miłość w Hogwarcie.
Wiedziałem...
Bal bożonarodzeniowy.
Tęskniłem.
Welkanocny jajo-torcik.
Powtór spod łóżka.

Lista


Podaj swój e-mail:

znajomi

. inai-czyli dopełnienie ja
zadrzwiami wyobraźni
subway
maciek po prostu!
zuza
nadine-sama
kiminai-chan
w poszukiwaniu
nie ważne
old paper
smocza
mizuichi
lampira
oceny-yaoi
byc-wolnym
yaoi-imagination
tiger-and-the-cat
my-story-th
ofiara
a-lot-of
blythe
moment
majaczysz
avatary
rena
dekoracje
jasper+julian
memories-of-you